niedziela, 22 września 2013

Strych i czerwone pudełko.

Przede mną stała Lisica
Nie, nie znaczy to ,że patrzyłam na rude zwierzątko futerkowe....
Lisicą nazywałam moją macochę... to chyba mówi dużo o jej charakterze...
-Czemu tak siedzisz?!-warknęła z pretensją- Już piąta! Przestań się obijać, masz dziś ważny występ! Musisz ciężko pracować by cokolwiek osiągnąć... Ładną buzią nie zarobisz na siebie...
Dalej jej nie słuchałam, codziennie ta sama śpiewka...
Skierowałam swój wzrok ponad jej ramię
Obserwowałam białe chmury sunące po niebie niczym baranki po zielonych pastwiskach.
Przypomniała mi się moja mama, nie Lisica tylko ta prawdziwa
Ta ,która z promiennym uśmiechem na twarzy zachęcała mnie do pierwszych kroków na parkiecie baletowym
Ona kupiła mi pierwszy trykot czy malutkie baletki do dziś leżące na strychu w czerwonym pudełeczku.
Nigdy  nie zmuszała mnie do tańca.
Ja to po prostu kochałam.
Lecz teraz nie miałam już do tego serca. Robiłam to tylko dlatego ,że w chwili gdy światło skierowane było na mnie i pierwsze takty melodii rozbrzmiewały na sali przypomniałam sobie właśnie Ją, zawsze promienną nie wymagającą, kochaną, zapomnianą.
Kiedy miałam osiem lat mama miała wypadek, wylądowała w szpitalu i już z niego nie wyszła...
Po roku mój ojciec ożenił się właśnie z Lisicą... A o mamie zapomniał, jakby zupełnie wymazał ją z pamięci.
Dla mnie był to szok... ale z czasem go zrozumiałam. Ludzie po prostu nie chcą pamiętać o smutnych rzeczach...
Kiedy miałam jedenaście lat obiecałam sobie ,że nie zapomnę. Nie zapomnę o żadnej krzywdzie która mnie spotkała, o żadnej łzie spływającej po moim policzku, o żadnym ,,nie daję rady". Ale obiecałam też ,że będę pamiętać każdą szczęśliwą chwilę mojego życia, każdą życzliwą osobę i każdy bezinteresowny uśmiech...
Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk.
-CZY TY MNIE W OGÓLE SŁUCHASZ?!- Zapewne gdyby wzrok mógł zabijać już padłabym nieżywa na ziemię.
-Nie- odpowiedziałam podnosząc się z fotela- Wybacz ale teraz muszę się przygotować do ważnego występu bo ładną buzią nic nie osiągnę, więc możesz wyjść z pokoju?? Denerwuję się przez ciebie a to źle wpływa na mój taniec- Rzuciłam jej lodowate spojrzenie i weszłam do pokoju.
Specjalnie dla niej przywdziewałam maskę wrednej suki ale sama się o to prosiła. W przelocie zobaczyłam ,że aż dostała drgawek ze złości.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zatrzasnęłam za sobą drzwi łazienki. Już jako dziecko jej nienawidziłam, jędza i tyle.
Zdawać się mogło ,że scenariusz jak z bajek Disney'a. Lecz niestety nie, nie czułam się księżniczka... chociaż muszę przyznać ,że czasem mam ochotę wsiąść do karocy z dyni i odjechać tam gdzie mnie oczy poniosą... Byle dalej niż tu gdzie jestem, że też nie mam wróżki ,która potrafiłaby coś takiego załatwić.
Weszłam pod prysznic. Strumień zimnej wody oblał moje ciało zmywając stres poranka.
Gdy spłukałam wszystkie mydliny, owinęłam się ręcznikiem i sięgnęłam po czarny trykot i rajstopy.;
Związałam lekko wilgotne włosy w staranny koczek i zeszłam do piwnicy by poćwiczyć...
Tylko w tym pomieszczeniu mogłam być sobą... Nikogo nie udawałam, po prostu oddawałam się cala muzyce i płynęłam.
Godziny niepostrzeżenie mijały aż w końcu nadszedł czas na próbę generalną w Wielkiej Sali...
Ojciec zawiózł mnie pod same drzwi teatru w ,którym miał odbyć się występ.
Charakteryzacja, kostium, ostatnie poprawki i byłam gotowa do wyjścia na scenę.
Kurtyna się rozsunęła ukazując moim oczom widownię... Orkiestra zaczęła grać a ja płynęłam w takt muzyki.




***

A więc mamy 2 rozdział ^^
Jak wrażenia?? Postanowiłam przybliżyć Wam postać główniej bohaterki... Co o niej sądzicie?
Sądzę ,że rozdział jest trochę dłuższy niż pozostałe i w sumie podoba mi się 
Miło ,że nie zapomnieliście o mnie przez tą dłuuugą przerwę i nadal widzę jakiś ruch na stronce (minimalny ale jest). Pamiętajcie, jeśli przeczytaliście to skomentujcie! Dla Was to nic parę sekund a dla mnie ogromna motywacja do pracy... 

Hwaiting!! 

Toto ^^





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz